W różny sposób można określić dzisiejszy Dzień – II Niedziela Wielkanocna, Niedziela Przewodnia, Niedziela Biała…
Od dwudziestu sześciu lat oficjalnie nazywa się go także Świętem Miłosierdzia. Niecałe trzy dekady. W kontekście historii Kościoła krótki czas, a jednak ta nazwa bardzo już się rozpowszechniła. Oczywiście nie tylko nazwa, bo przede wszystkim rozpowszechnione jest samo przeżywanie Niedzieli Miłosierdzia.
Wielu z nas kojarzy pewnie słowa-klucze: modlitwa „Jezu, ufam Tobie”, św. Faustyna, Dzienniczek, objawienia Jezusa Miłosiernego, Łagiewniki, św. Jan Paweł II. Dobrze, jeśli wiemy, skąd to Święto się „wzięło”.
Spróbujmy jednak sięgnąć do „preludium”, czyli do ósmego dnia po Zmartwychwstaniu, opisanego w Ewangelii św. Jana. Co się wtedy wydarzyło? Jezus po raz drugi ukazał się Apostołom w Wieczerniku. Powitał wszystkich, ale szczególnie zwrócił się do Tomasza. Do tego, który tydzień wcześniej zamknął uszy swojego serca na świadectwo pozostałych uczniów. Nazywamy go często „niewiernym”. Niezbyt trafna nazwa, bo jeśli tak… to jak należałoby określić choćby Piotra, który zaparł się Mistrza?
Do Tomasza bardziej chyba pasuje słowo „dociekliwy”. Jego serce tęskni za osobistym doświadczeniem. Gdy dotyka ran Zmartwychwstałego - rodzi się w nim wiara. Sam Chrystus dotyka ran jego niewiary. Dotyka i uzdrawia.
Wyznanie Tomasza „Pan mój i Bóg mój” - staje się to bardzo podobne do wyznania św. Jana z pustego grobu, gdy mówi
o sobie, że wtedy „ujrzał i uwierzył”.
Dwadzieścia wieków później sam Jezus nakazuje św. Faustynie, by na obrazie Bożego Miłosierdzia napisać słowa: „Jezu, ufam Tobie”, abyśmy wszyscy się nimi często posługiwali jako wyznaniem wiary.
Czy to wyznanie wiary jest owocem najgłębszej tęsknoty naszego serca? Tęsknoty za życiem w Bożej - czystej
i prawdziwej - miłości?
ms